List pierwszy
W górę Strona główna List pierwszy List drugi Fotografie Ksiega gosci

 

Boston, styczeń 2001

Jako świeży przybysz do jednego z amerykańskich miast wybrałem się w niedzielę pozwiedzać owo miasto. Centrum bardzo ożywione, pełno ludzi, prawie wszystkie sklepy otwarte. Widać nie świętują niedzieli tak, jak myśmy do tego przywykli. Przechodzę koło kościołów różnych wyznań, babtystów, adwentystów, luteran. Wszędzie sporo ludzi, więc kraj nie jest religijnie zimny, ludzie interesują się sprawami nie tylko materii, ale i ducha. I tu przypominają mi się olbrzymie rzesze Amerykanów, którzy przybywali na spotkania z Ojcem Świętym podczas Jego pielgrzymki do ich kraju.

Po pewnym czasie znalazłem centrum handlowe, blisko sto sklepów pod jednym dachem, i wszedłem z zamierem pozwiedzania. Sklepy jak sklepy, takie jak w każdym cywilizowanym kraju. Ale jeden z nich przykuł moją uwagę, jakoś dużo w nim było ludzi, którzy zamiast grzebać w stertach towarów stoją plecami do wejścia patrząc wszyscy w jedną stronę. Podszedłem bliżej i zobaczyłem nad wejściem krzyż św. Franciszka z Asyżu, a pod nim napis „Kaplica Franciszkańska”. Wewnątrz odprawiana była właśnie niedzielna Msza Św. w języku hiszpańskim, stąd i większość uczestników charakteryzowała się ciemnymi włosami i śniadą karnacją. Ojcowie franciszkanie widać wynajęli jeden z lokali handlowych i urządzili w nim całkiem sporych rozmiarów kościół.

Domyślam się, że takie usytuowanie kaplicy może dla wielu z nas wydać się szokujące. I zaraz pojawią się pytania, czy nie jest to dla wiary uwłaczające? Czy nie odziera się jej z atmosfery sacrum, czy nie sprowadza się Słowa Bożego do poziomu jeszcze jednego artykułu, który można dostać w supermarkecie, w sąsiedztwie butów z jednej strony a perfum z drugiej? Czy nie odziera się kościoła z jego dostojeństwa, a niedzielnej Mszy Św. z jej odświętnosci?

A może jest inaczej? A może to jest właśnie wychodzenie ze słowem Chrystusa na rozstajne drogi, i głoszenie go tam, gdzie ludzie się gromadzą? Może niejeden, który by nie zajrzał do kościoła, jednak wszedł tam, bo było mu po drodze?

Trudno na te pytania odpowiedzieć. Na pewno wiele zależy od kontekstu kulturowego, pewne rzeczy inaczej są przyjmowane tu niż w Polsce. Jednakże to, że kościół ów był pełny, świadczy iż jest on ludziom potrzebny, a oni sami nie są wobec problemów wiary obojętni.

 

M.W.

(tekst opublikowany w Tygodniku Salwatorskim)

 

e-mail: Marcin.Wolter@ifj.edu.pl

Tę stronę odwiedzono już razy.